Przejdź do treści

Książka na weekend: Pułapka na anioły

  • przez

„Pułapka na anioły”, to debiutancka powieść Marcina Grzelaka, autora pochodzącego z moich rodzinnych stron. Chwyta szczególnie mocno za serce, skłania do refleksji i zastanowienia się nad swoim życiem. Zadaje też pytanie, czy nie krzywdzimy nikogo wokół swoim zachowaniem. Pyta się także czy dajemy dobre wzorce swoim dzieciom oraz pokazuje co się stanie, gdy te wezmą z nas złe zachowania. Powieść Grzelaka to istna pułapka… na nasze emocje.

Zatrzymaj się chwilę i odpowiedz sobie na pytanie: kiedy ostatni raz przeczytałeś książkę, po której miałaś/-eś wiele pytań naraz? Udało Ci się odpowiedzieć? Co to była za książka? Dobrze, nie musisz teraz odpowiadać na to pytanie. Właśnie skończyłem czytać powieść po której sam posiadam taki mętlik w głowie, a pytania jakie się rodzą są jak reakcja łańcuchowa. Jedno pytanie rodzi pięć kolejnych. Tak właśnie działa powieść Marcina Grzelaka pt. „Pułapka na anioły”. Książka oraz postaci, które zostały w niej wykreowane są wyjątkowe w swej pospolitości. Jest pewien chłopiec, syn milicjanta i kwiaciarki. Niby zwykła i spokojna rodzin jakich pełno, jednak w tej jest coś niezwykłego – liczne problemy, tajemnice i wyimaginowane postacie, które stoją gdzieś z boku i starają się poprowadzić małego Wojtusia przez ten zagmatwany świat. Świat, który dla dziecka jest wciąż obcy, w którym usilnie próbuje się odnaleźć, a przede wszystkim w którym szuka pomocy, bo nie potrafi sobie poradzić. Jak się ma czuć dziecko, którego ojciec stale bije swoja żonę? Jak się ma czuć żona, która podświadomie czuje, że jej mąż jest zupełnie kimś innym? A przede wszystkim jak ma się czuć ojciec, głowa rodziny, która wiele lat temu popełniła największy błąd życia? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi możemy znaleźć w „Pułapce na anioły”, która jest świetnie dopracowaną książką, zawierającą wiele tricków psychologicznych, mających na celu zadać kluczowe pytanie: „pomyśl o tym co przeżyłeś?”.

Marcin Grzelak i jego powieści na stoisku „Kamienica w Lesie” w galerii handlowej.
Źródło: Instagram / marcin_grzelak_profil_autorski

Czy Zenek, ojciec Wojtka, jest winny temu wszystkiemu co spotykało jego syna? A może to ojciec Zenka jest odpowiedzialny za to całe nieszczęście, wszak wiedział o synu bardzo wiele, lecz nie chciał skandalu w rodzinie i to on postanowił naprawić Zenka. Niestety zrobił to nieudolnie, gdyż natura drugiego człowieka nie jest jak zepsuty przedmiot, że wystarczy wziąć młotek, postukać w kilku miejscach i znowu będzie naprawione. Ludzka natura składa się z miliona elementów, które zostały zebrane w kupę i przedstawione w tej książce. Marcin Grzelak pokazał w najbardziej autentyczny sposób, że wszystkie nasze lęki, obawy i traumy wynosimy z rodzinnego domu, gdzie wszystko się zaczyna. Jeśli ojciec i/lub matka robią jeden fałszywy krok to ta rodzinna sielanka zaczyna się sypać jak domek z kart. Nagle człowiek ma wrażenie, że to co do niedawna było ścianą murowaną jest wykonane z papieru, pośród którego wyraźniej słychać podniesiony ton mężczyzny, krzyk kobiety, dźwięk tłuczonego wazonu oraz uderzania ręką po twarzy. Nagle w tym wszystkim znajduje się jeszcze małe dziecko. Wojtek ma 7 lat (w powieści jest zaznaczone, że idzie do pierwszej klasy), zwykle w tym wieku dzieci mają przyjaciół, wsparcie rodziny oraz ludzi wokół. Jednak Wojtuś tego nie doświadcza, jest rzucony na pastwę jak szmaciana lalka pomiędzy ojcem tyranem, a matką z syndromem sztokholmskim. Biernie się temu przygląda jak ojciec wraca pijany do domu, jest agresywny wobec syna i żony. A czy ktoś z nich kiedykolwiek zadał sobie pytanie, dlaczego przychodzi pijany? Skąd bierze się ta ucieczka w alkohol? Autor wyraźnie to podkreśla, nie pokazuje wyłącznie tego, że ucieczka w nałóg nie tylko niszczy człowieka, ale też rozbija rodzinę. On pokazuje, że Zenek w ten sposób próbuje stłumić w sobie głos sumienia, który nie daje mu spokoju, że popełnił największy błąd. Nigdy nie powinien poślubić Ireny, ani też mieć syna. Jego życie miało wyglądać zupełnie inaczej. Nie stałby się tyranem, gdyby nie jego ojciec-tyran. To zachowanie wyniósł właśnie z domu.

Tak właśnie pisze Marcin Grzelak – daje nam soczystą porcję psychologicznych trików, dodaje do tego treść, po której pytania rodzą się jak szalone. A przy tym serwuje to w przyjemny i łatwy w odbiorze sposób. Dodatkowo nakreśla to wszystko czasami, w których sam był małym chłopcem. Pokazuje nam codzienność polskich rodzin u schyłku socjalizmu, walkę o chęć bycia sobą ponad wszystko, o próbie wyrwania się z marazmu życia codziennego, a w tym wszystkim celnie trafia w punkty, które można też odnieść do współczesnych rodzin. Doskonała pozycja dla każdego, kto choć trochę interesuje się psychologią. Osobiście muszę przyznać, że brakowało mi tego typu książek, które maksymalnie wyczerpywałyby temat socjologii polskich rodzin z czasów PRL w małych miasteczkach. Wciąż próbuję się otrząsnąć z tego co przeczytałem, w jaki sposób została ta powieść napisana oraz z jaką precyzją autor opowiada o chłopcu uciekającemu w wir wyobraźni, gdzie czekają na niego aniołowie – tacy, jakimi niektórzy z nas otaczają się w codziennym życiu. Zaraz po skończonej lekturze napisałem do autora, który stwierdził, że „dużo pytań zostaje” po czym dodał „i tego chciałem”. Ta głęboka i poruszająca do szpiku kości książka to debiut autora. Serdecznie polecam „Pułapkę na anioły” każdemu, bez wyjątku. Dodam na koniec ciekawostkę – autor napisał cztery wersje tej powieści, aby wybrać tę jedną, właściwą. Sięgnijcie po nią.