Wiadomości

Książka na weekend – Szóstka

Książka na weekend to seria, która miała swój debiut na fanpage’u Radia Forte 1 września 2023 roku. To właśnie w tej rubryce będziemy opisywali najciekawsze książki godne przeczytania podczas długich jesiennych wieczorów. Po raz kolejny omówimy książkę Przemka Kowalewskiego, tym razem będzie to “Szóstka”.

Katastrofa tramwajowa z dnia 7 grudnia 1967 roku bardzo mocno odcisnęła się na kartach historii powojennego Szczecina. Była też największą katastrofą tramwajową w Polsce. Nic zatem dziwnego, że powstało o niej wiele filmów dokumentalnych, artykułów prasowych oraz tych w książkach o tematyce stricte komunikacyjnej i historycznej. Całkiem niedawno (20 września) do tego szeregu wstąpił Przemysław Kowalewski – autor ze swoją powieścią „Szóstka”. Myli się ten, kto twierdzi, że jest to kolejny odgrzany kotlet dotyczący wyłącznie wypadku do jakiego doszło niemal 56 lat temu. Wybitna umiejętność Kowalewskiego, podobnie jak w przypadku „Kozła”, przenosi nas do wydarzenia z nutką fantazji. Doskonałe połączenie wypadku z wydarzeniami, jakie rozegrały się kilka miesięcy później, a mowa tu o Marcu ’68. Podobnie jak w przypadku debiutanckiej powieści, autor wplata w powieść oryginalne cytaty dotyczące katastrofy, w tym to co mówiła Krystyna Pressejsen, która tego dnia prowadziła feralną „szóstkę”.

Autor wspomniał też o dzielnych taksówkarzach, którzy pomagali rozwozić rannych po okolicznych szpitalach. Jednym z takich taksówkarzy był też brat mojej babci. Jeździł wówczas błękitną Warszawą z numerem 28. Gdyby dzisiaj żył na pewno wydarzenia z tego feralnego dnia wróciłyby przed oczy i to jak wyglądała jego samochód. Cytując jego słowa, które zapamiętałem: „w nosie miałem to, że na zewnątrz i w środku samochód był umorusany krwią. Wtedy zależało mi na jak najszybszym dowiezieniu rannych do szpitali. Nie wziąłem wtedy od nikogo ani grosza, podczas gdy zdarzali się moi koledzy, który brali pieniądze jak za zwykły kurs”. Wracając jednak do powieści, bardzo ciekawie zostały przedstawione sytuacje takie jak spór między „Natolińczykami” a „Puławianami”, głoszenie przez ówczesną władzę „syjonoistycznych spisków” czy też antyinteligencką propagandę, co wiązało się np. z masowym zwolnieniem kadry wykładowczej ówczesnej Pomorskiej Akademii Medycznej. Nie tylko oni zostali wypędzeni, jedną z bohaterek powieści czekał dokładnie ten sam los. Zdanie wszystkiego – mieszkania, obywatelstwa, odznaki w zamian za dokument nakazujący wyjazd do Izraela. Czy tak się stało? Przekonacie się czytając „Szóstkę”.

Przemysław Kowalewski, fot. Bartosz Pussak Photography

Przemek zostaje przy tym w pełni sobą i tworzy powieść, która ma czytelnika odrobinę nauczyć lekcji historii, ale też pozostać przyjemną kontynuacją historii bohaterów znanych z pierwszej powieści. W ten sposób śledztwo prowadzi Ugne Galant – typ niepokornego alkoholika, który jest szczecińskim Jamesem Bondem. Dlaczego tak? Otóż każda kobieta do której poczuje silną więź emocjonalną musi w powieści zginąć (tu mała uwaga: Przemek, nie próbuj uśmiercać Basi). W zespole śledczym znalazła się wspomniana już Basia Romanowska – milicjantka przesiąknięta do szpiku kości ideą komunizmu. Ona również czuje silną więź emocjonalną z Galantem, jednak stara się to skrzętnie w sobie chować. Ekipie pomaga również lwowiak – Wajda, który w drugiej części jest zakochany po uszy w Jewgienii, a która spodziewa się ich dziecka.

Zarówno niedawno przeczytany „Kozioł” tak i „Szóstka” serwują zatrważający niepokój i uczucie nieprzewidywalności rodzące się w tzw. dołku. Całość zamyka dosyć zaskakujący finał, który jest typowym zagraniem autora mającym na celu rozładowanie napięcia towarzyszącego od pierwszej strony. Z ręką na sercu mówię Wam, że dawno nie czytałem czegoś tak wybornego jak powieści Przemka. Mało tego, zrobiłem to „na trzech wdechach”, bo historie te tak mocno wciągają, że nie sposób oderwać się od książki. Tak na boku dodam tylko, że lepiej czytać ją w domu niż w pracy, bo może się skończyć się tym, że zamiast odbyć 15-minutową przerwę, zrobicie sobie aż 45 minut pauzy.

Mysza

Mówią o mnie "z mikrofonem urodzony". Nie boję się zadawać trudnych pytań, a rozmowa z drugim człowiekiem daje mi więcej energii niż kubek kawy z rana. Dziennikarstwo radiowe i prasowe to moje koniki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *