Przejdź do treści

Książka na weekend – Powrót z Bambuko

  • przez

Właśnie „Powrót z Bambuko” Kasi Nosowskiej stygnie na półce od wertowania stron. Pozycję tę szczególnie mocno zapamiętałem, podobnie jak „A ja żem jej powiedziała…” z jednego powodu. Odkładając na półkę nie możemy stwierdzić sobie „ależ autor miał fantazję”, tu w miejscu zmyślnej idei, zawierającej jakieś zawiłe wątki, znalazło się najczystsze i najszczersze wyznanie z życia piosenkarki.

Kilka lat temu, gdy wyszła pierwsza z nich, myślałem, że to będzie typowa biografia jakich pełno na półkach w księgarniach. Nudna, opisująca każdy dzień odkąd została przecięta pępowina dzieląca autorkę z jej matką i tak do momentu aż stanie się gwiazdą zespołu „Hey”, a w drugiej części opisujące jej życie jako znanej wokalistki, matki a przede wszystkim żony. Nic bardziej mylnego. Kaśka obnażyła się do cna ze wszystkich swoich przemyśleń od tych najprostszych jak kompleks na punkcie własnych paznokci po takie naprawdę solidnie grube tematy związane z wychowywaniem przez rodziców i dziadków. Nagle okazuje się, że wokalistka z ulubionego zespołu nie miała sielankowego życia, jakie zdawało nam się, że wiedzie od dawna, że rodzice wiecznie głaskali ją po głowie. To tylko maska, gra teatralna, bo wcześniej nie chciała pokazywać nam siebie w takim świetle. Teraz okazuje się, że nagle łączy mnie z Kasią Nosowską coś więcej niż „oboje urodziliśmy się w Szczecinie”. Jesteśmy gdzieś tam połączeni nitką porozumienia mentalnego, że doskonale wiecie czym jest surowe wychowanie przez ojca, czym jest cisza, gdy się ktoś na ciebie pogniewa, a przede wszystkim czym jest zagubienie, gdy błądzi się w świecie dorosłych, w którym ty jako dziecko potrzebujesz odrobinę więcej uwagi, bo np. nie rozumiesz tematu z matematyki czy przyrody.

„Powrót z Bambuko” jest tak przesycona szczerością i metaforą, że nawet spacerując z psem dostrzegasz w śniegu pewną metaforę, że nagle zmienia się sens wypowiadanych słów „idę na sanki” z dawnego „będę zjeżdżał z górki, szalał i tarzał się w śniegu” na „idę z dzieckiem swoim i/lub chrzestnym”. Nagle człowiek dostrzega też głębie sensu opadów tego białego puchu jako „mroźną kołdrę, która przykrywa ten syf, który otacza nas na co dzień”. Ale książka ta też świetnie odpowiada na wiele pytań około egzystencjalnych, kiedy jesteśmy w kropce i nie wiemy co robić – walczyć o nową miłość? Jeśli tak to w jaki sposób? Kaśka odpowiada: broń boże żadnym kłamstwem. Nie umiem się dowartościować, bo jestem w oczach inny słaby, co robić? I tu też nagle słyszysz w uszach nosowski głos „a przestań! Ludzie zawsze gadali i będą gadać. Ty rób swoje i miej ich w nosie, ewentualnie w tym dolnym zaciemnionym miejscu, gdzie kończą się plecy”.

Dawno nie czytałem czegoś równie mocnego, dającego tak bardzo do myślenia jak dwie pierwsze pozycje Kasi Nosowskiej. Jaka okaże się trzecia „Nie mylić z miłością”? Niebawem się o tym przekonam, gdyż zamierzam pozostać w tym ferworze silnych kopniaków egzystencjalnych i sięgnąć po najnowszą książkę. Jedno jest pewne – skoro „Powrót z Bambuko” było dużo szczerzej i mocniej napisany niż „A ja żem jej powiedziała”, to „Nie mylić z miłością” będzie już istną petardą. Kasia, dziękuję Ci za to, że otworzyłaś mi oczy w tak wielu kwestiach, na które nie potrafiłem nawet sobie odpowiedzieć. I choć znamy się „jednostronnie”, to wiedz, że jestem Twoim dłużnikiem.